Henryk Sienkiewicz (1846-1916)
Wspomnienia Marii Chełkowskiej o Henryku Sienkiewiczu
W bieżącym roku będziemy obchodzić 163 rocznicę urodzin i 93 rocznicę śmierci pisarza. Z tej okazji Klub Regionalistów Ziemi Jarocińskiej działający przy Oddziale PTTK w Jarocinie oraz Zarząd Polskiego Towarzystwa Historycznego w Jarocinie zorganizuje kilka spotkań połączonych z wystawą i prelekcją na temat pobytu Henryka Sienkiewicza w Śmiełowie, Miłosławiu i Czeszewie. O pobycie Henryka Sienkiewicza w Miłosławiu i odsłonięciu pierwszego w Wielkopolsce pomnika J. Słowackiego napisano więcej informacji niż o odwiedzinach w Śmiełowie. Wiele dokumentów o Śmiełowie zaginęło w czasie II wojny światowej. Z zachowanej niemieckiej kronice szkolnej nie ma nic o pobycie Henryka Sienkiewicza w Śmiełowie w 1899 r. Wówczas kierownikiem tej szkoły był Józef Schildt, który pracował na tym stanowisku w Śmiełowie w latach 1875 – 1927, zmarł 18.11. 1930 r. i został pochowany w Żerkowie. Szukając materiałów do dziejów Śmiełowa natrafiłem na ciekawy artykuł w „Gazecie Jarocińskiej’’ nr 105 z 31.12.1931 r. (cz. I) i cz. II (nr 1 z 3 stycznia 1932 r.) pt. „Dwa pomniki. Wspomnienie o Sienkiewiczu.’’ podpisany inicjałami MDCh. Z treści artykułu można wnioskować, że autorem była Maria z Donimirskich Chełkowska. Jedyny ( prawie kompletny) zbiór roczników tej gazety znajduje się w Bibliotece Uniwersytetu A. Mickiewicza w Poznaniu, z którego mogłem dłużej korzystać, dzięki przychylności Dyrekcji, za co serdecznie dziękuję.
Maria z Donimirskich Chełkowska (1878 – 1960) wspomnienia swe rozpoczęła krótko od znanych wydarzeń w Miłosławiu, na które była zaproszona przez Józefa Kościelskiego i spotkała się z Henrykiem Sienkiewiczem oraz poznała rzeźbiarza Władysława Marcinkowskiego. Ówczesna prasa polska pisała, że w sobotę 16 września 1899 r. Henryk Sienkiewicz w czasie odsłonięcia pomnika Juliusza Słowackiego – rzeźba Władysława Marcinkowskiego - wygłosił patriotyczną mowę, w której odwołał się do wiekowej historii narodu polskiego. Oddał hołd poezji polskiej.
W swym przemówieniu mowę polską porównał do dźwięków harfy ze złotymi strunami ...”a wówczas poczęła śpiewać ta polska harfa i wyśpiewywać dawną chwałę, dawne boje, dawną wiarę. Czasem huczała jak grzmot w górach; czasem jeremiaszowym jękiem unosiła się nad równinami; czasem w skowronkowych tonach dźwięczała nad szarą roztoczą pól – błogosławiąca i błogosławiona, czysta jak łza, Boża jak modlitwa, słodka jak miłość. Aż przyszedł wreszcie do tej naszej harfy największy z mistrzów – Mickiewicz, i położywszy na niej natchnione dłonie, wydostał z jej strun takie jeszcze dźwięki, których nie domyślano się przed nim. Pieśń jego kończyła się aż gdzieś na Niebios progu, tak doskonała, tak prawie nieziemska, że wówczas nawet, gdy przestawał grać: Wszystkim się zdawało, Że wielki mistrz gra jeszcze, a to echo grało ...
Echo serc polskich...”.
I dalej H. Sienkiewicz powiedział o Juliuszu Słowackim...„On nabrał pełnymi garściami pereł, szafirów, purpury, tęczowych blasków, olśniewających diamentów i obsypał i przyozdobił nimi tę naszą harfę tak hojnie, tak bez miary, że stanęła przed Nim i przed nami w niebywałym przepychu, blasku i majestacie – niby Harfa – Królowa, przed którą gną się kolana ludu i schylają się czoła ludu, jak ongi przed harfą Dawida. I oto jego zasługa, jego chwała, jego wielkość...” Szczególną wymowę ma treść przemówienia w tym czasie, patrząc na wieloletnią walkę Polaków z germanizacją, zwłaszcza pod koniec XIX w. Maria Chełkowska wspomina, że w drodze do Śmiełowa Henrykowi Sienkiewiczowi towarzyszyli „...jego starzy przyjaciele z Red. „Słowa” : Mścisław Godlewski, i stryj mój dr Antoni Donimirski. Przybył też Edward hr. Krasiński, dzisiejszy Ordynat. Dwanaście lat wówczas mijało, kiedy w r. 1888, Henryk Sienkiewicz, straciwszy ukochaną swoją żonę (Szetkiewiczównę) bawił w Sopotach nad Bałtykiem. [Razem z nim rodzina Donimirskich]. Pamiętam jego smutne oczy, spoczywające z miłością na jasnych główkach dwojga osieroconych przez matkę ślicznych dzieci. Opiekowała się niemi babka – w ciężkiej żałobie po córce, pani Szetkiewiczowa, rozkochana w miłym szczebiocie wnuków. Z Heniem i Dzinią godzinami bawiłam się nad morzem, budując fortece z piasku, o lat kilka zaledwie od nich starsza. Najmilszym, niewygasłym dla mnie wspomnieniem pozostaną wycieczki z „panem Sienkiewiczem’’. Brał nas na ręce i pokazywał cuda parku oliwskiego, a kiedy po długich spacerach stanęliśmy w sklepionych korytarzach klasztornych, stanął przy stole z kamienną płytą, mówiąc „patrzcie moje małe – to jest stół, na którym podpisywał pokój ze Szwedami król Jan Kazimierz – a teraz zaprowadzę Was do stołu, na którym spożyjecie podwieczorek’’. Radość z tej obietnicy była wielka. Po drodze pozwolił nam nosić nadzwyczajną laskę, cienką, elastyczną, ale taką ciężką, że trudno ją było rączkom dziecinnym utrzymać, cała była kuta ze stali o połysku ciemnoniebieskim. Jedyną taką laskę w życiu widziałam. Wolałyśmy ją oddać i trzymać każda za jedną rękę Sienkiewicza; w podskokach zbiegłyśmy z góry ku morzu!’’. I dalej wspomina Maria Chełkowska ...„Jadąc na Hel parowcem, Sienkiewicz użalał się na brak dobrej kawy w całych Niemczech – a mianowicie w „badach’’ nadmorskich. „Zobaczycie – na Helu dadzą nam kawę z rybich oczu” – mówił – patrząc na rozwieszone setki fląder i innych ryb morskich. Mojej matce [Zofia Donimirska ur.6.05.1852 r.] dawał przepisy i rady dobierania gatunków ziaren i przyrządzania ulubionej czarnej kawy, której, pisząc przez noc całą – musiał mieć zawsze pełne fliżanki. Wszystkie te rady matka moja wiernie zapamiętała – to też takiej dobrej kawy jak u niej, nie było nigdzie. Mawiała zawsze, że to pamiątka po Sienkiewiczu.
Minęły lata – spotkaliśmy się w Warszawie – i odwiedziliśmy się na Wilczej i na ślub mój obiecał się Sienkiewicz.[Ślub Marii Donimirskiej i Józefa Chełkowskiego odbył się 18.10. 1898 r.] W ostatniej chwili nie zdołał dojechać i serdeczny telegram przysłał. W niecały rok potem był w Śmiełowie. Zjechała rodzina i okolica. O jedno wszystkich prosiłam: ”Nie mówcie z Sienkiewiczem o literaturze. Wiem od niego samego jak go dyletanci ”inteligentnymi rozmowami na ten temat zamęczają’’. To też z radością usłyszałam powtarzane mi później powiedzenie Sienkiewicza – „ Śmiełów jedyny dom, w którym mogłem odetchnąć. Nie mówiono ze mną o literaturze.’’ W czasie pobytu H. Sienkiewicza w Śmiełowie przydarzył się – opisywany przez wszystkich – ciekawy toastowy epizod. Maria Chełkowska – a po niej wszyscy następni piszą dalej tak samo – wspomina, że H. Sienkiewicz wzniósł toast na zdrowie pierwszego jej syna. „ Mój syn najstarszy miał wtenczas 100 dni. Sienkiewicz wziął go na rękę – trzymając w drugiej wino węgierskie: „Wznoszę ten kieliszek – Niech żyje Pan Franciszek’’. Na podstawie „Kroniki rodzinnej’’ właścicieli Śmiełowa – Franciszek Jan Ildefons Ignacy Chełkowski urodził się 6 lipca 1899 r. i miał wówczas 75 dni.
Kiedy Franciszek kończył 10 rok życia, „Słowo’’ zaczęło drukować „W pustyni i w puszczy’’ i jak wspomina dalej matka „ chłopiec czytał z takim zapałem, że nie mógł się doczekać następnego numeru. Napisał list dziękczynny do Sienkiewicza a ja z wdzięczności macierzyńskiej za to, że swój twórczy talent dał poznać zachwyconym dzieciom.’’ Po krótkim czasie nadeszły dwa listy w jednej kopercie z datą 12 marca 1911 r. a później i książka z dedykacją. Obydwa listy zostały zamieszczone w „Gazecie Jarocińskiej’’ w nr.1 z 3 stycznia 1932 r. a później w „Gazecie Warszawskiej’’, Dodatek popularno – naukowy, Warszawa 1 października 1933 r. [M. Szaynowa, Henryk Sienkiewicz w Śmiełowie. Dwa nieznane listy wielkiego pisarza]. W 1977 r. zostały zamieszczone w t. I „Listy’’ H. Sienkiewicza. Również zamieściła je „Ziemia Kaliska’’ nr 40 z 5 października 1980 r. [Antoni Kaczmarek „Sienkiewicz w Śmiełowie’’] oraz Ewa Kostołowska w książce: „Miniatury śmiełowskie’’, Jarocin 1998, w rozdziale „Toast Pana Henryka’’.W liście ( 12.03.1911 r.) do Marii Chełkowskiej napisał H. Sienkiewicz, że... „W Krakowie bywam często, gdyż syn mój, którego Łaskawa Pani widziała niegdyś jako kilkuletniego chłopczyka, skończył już przed kilku laty szkołę architektury w Paryżu i obecnie należy do grona architektów restaurujących Zamek na Wawelu. Może pomyślny los zdarzy, że będę miał zaszczyt spotkać kiedyś Szanownych Państwa w Krakowie, dokąd bardzo często zjeżdżają mieszkańcy Księstwa”. Z zaproszenia Sienkiewicza rodzina Chełkowskich skorzystała w czerwcu 1911 r. Wówczas syn Sienkiewicza oprowadzał Chełkowskich po zamku wawelskim – i jak wspomina Maria Chełkowska ... „pokazując nam na początku i dalsze projekty pracy nad dźwignięciem zabytku z ruiny po koszarach austriackich’’.
Zbiory Marii Chełkowskiej były bardzo duże. M.in. wspomina dalej, że ma… „też kilka listów b. ciekawych do mego stryja śp. Antoniego Donimirskiego z czasów druku „ Bez dogmatu’’. Jeden przed złożeniem prochów Mickiewicza na Wawelu, kiedy motywuje swą nieobecność. [Złożenie prochów 4 lipca 1890 r.] Ostatni raz pisałam do Sienkiewicza w lipcu 1916 r. do Szwajcarii. Wiem, że z wielkim zainteresowaniem przeczytał wiadomości wojenne w nim zawarte i zaczął odpowiedź, która mnie już nie doszła. Mówiła mi to jego żona, dając mi śliczne ostatnie zdjęcie przed śmiercią. I ona już nie żyje, tem milszą dla mnie pamiątką Jej własnoręczna dedykacja na fotografii męża. Zobaczyłam już tylko trumnę przywiezioną ze Szwajcarii w 1924 r. przez całą Warszawę wiezioną i wzniesioną na katafalku w Katedrze, otoczoną wartą honorową polskich żołnierzy. Towarzyszyłam jej do krypty i tam złożyłam z wieńcem szarfę własnoręcznie malowaną w imieniu Ziemianek Wielkopolskich. Żywe te wszystkie wspomnienia odżyły goręcej w 15-lecie śmierci genialnego o przy tem wielkiej dobroci człowieka. Nie schodzą te wspomnienia z pamięci – mając ciągle na oczach w Śmiełowie z Jego pokoju: „ Tu mieszkał Henryk Sienkiewicz w r. 1899 ” i naprzeciw tablicę w przyległym pokoju: „ Tu mieszkał Mickiewicz Adam w 1831 r.”.
Pamiątkowa sienkiewiczowska tablica została wmurowana w śmiełowskim pałacu w styczniu 1904r. jak doniósł „Dziennik Poznański”.
Jan Jajor